JESTEŚ OFIARĄ? JA CI WIERZĘ!

autor: #pojejstronie
jesteś ofiarą ja ci wierzę
Czas czytania: 3 Minuty

Zapytano mnie kiedyś  „Co jest najtrudniejsze w wyjściu z przemocowego związku?”

Bez namysłu odpowiedziałam, że strach. Ci, którzy przemocy domowej doświadczyli wiedzą, że życie z przemocowcem dzieli się na dwa etapy – na ten, kiedy kobieta nie zdaje sobie sprawy, że stała się ofiarą i na ten, kiedy już o tym wie, ale nie wie co z tym zrobić. Ofiara przemocy zaczyna żyć w strachu i nie chodzi o strach w codziennym życiu z osobą stosująca przemoc, bo do tego przywykła, chodzi o strach związany z próbą uwolnienia się z matni, bowiem ofiary doskonale wiedzą, że to bilet w jedną stronę. Wiedziałam, że żeby odejść muszę odważyć się powiedzieć co mi się przytrafia i jak wygląda moje życie. Tylko komu i jak? Skoro nikt mi nie uwierzy, wszyscy go uwielbiają, a o tym co w domu, się nie mówi, bo nie wolno. Co jeśli nikt mi nie uwierzy i nie uda mi się uciec? Co z jego gniewem? Jaką poniosę karę za niesubordynację? Bo przecież wiadomo, że poniosę. Może tylko „przykręci mi bardziej śrubę”, a może tak jak się odgrażał zacznie mi potajemnie dosypywać coś do jedzenia i wyjdę na narkomankę, którą trzeba będzie zamknąć w psychiatryku z dala od dziecka. Co jeśli się nie uda? Tak, z takimi dylematami mierzą się ofiary przemocy domowej.

Dla osób niedotkniętych taką traumą może się to wydawać surrealistyczne i nielogiczne, ale życie i myślenie ofiar przemocy logiczne nie jest. Przemocowiec z początku jawi się jako facet, którego zazdroszczą nam koleżanki. Miły szarmancki, skupiony na Tobie. Tracisz więc czujność i wraz ze wzrostem zaufania do kata przejmujesz wizje świata jaką on Ci sprzedaje.

Kochasz, więc zaczynasz wierzyć, że rodzina chce wejść między Was, że twoi znajomi są o Was zazdrośni, „miłość na zabój i Wy przeciwko światu”. Przemocowiec powoli odcina Cię od rodziny, przyjaciół, pracy, przejmuje kontrolę nad Twoim życiem, nad Twoimi wyborami i postrzeganiem świata. Nie zorientujesz się, bo on działa „w trosce o Twoje dobro”, „chroni Cię przed wszelkim złem”, więc Ty z lojalności zaczynasz chronić jego. Tracisz kontakt z najbliższymi, a nawet jeśli nie, to nie masz chęci, potem okazji, a na końcu odwagi by przyznać, że „chyba coś jednak nie gra”. Ofiarom towarzyszy ogromny wstyd, bo niegdyś same wzgardziły bliskimi, namówione sprytną grą swojego kata, a teraz miałyby przedstawić wizję, którą pieczołowicie ku chwale osoby stosującej przemoc ukrywały przed światem…? Można by pożalić się komuś kogo on dopuszcza do swojego otoczenia, ale te osoby mają go za anioła, duszę towarzystwa – daj sobie spokój, nie uwierzą. A instytucje? Policja? Hmmm… Ty roztrzęsiona, a on pewny siebie z uśmiechem i politowaniem tłumaczący, że nie radzisz sobie w życiu i powinno się Ciebie leczyć.

Taką oto wizję mają przed oczami ofiary planujące odejść, a w zasadzie uciec od przemocowca, bo „rozstać się” na pewno nam nie pozwoli. Dlatego życie z katem trwa latami, koszmar wyniszcza ofiarę, która traci kompletnie poczucie własnej tożsamości, traci poczucie wartości, traci autonomię, w zasadzie jest tworem na obraz przemocowca, tworem zależnym, pozbawionym poczucia bezpieczeństwa, bezradnym.

Gdzie zatem nastąpił przełom?

Przełom nastąpił gdy nie miałam wyjścia, na szali postawiono życie moje i dziecka, nie szacowałam już czy ktoś mi uwierzy, tylko czy zdążę nas uratować.

Nagle wyrwana ucieczką z rzeczywistości kata dostrzegam, że świat nie wygląda tak jak mi wmawiał i tak jak ja nauczyłam się go postrzegać. Ludzie nie są obojętni, słuchają, chcą pomóc, wesprzeć. Terapie dla ofiar przemocy przyjmują mnie z otwartymi ramionami i rozumieją. Nie oceniają, nie krytykują, nie wyśmiewają, nikt nie ma do mnie pretensji.

Dodam jeszcze jedno, o czym nie napisze w swym artykule żaden psycholog. Jeśli w związku z przemocowcem są dzieci, to rozstania nie wolno rozpoczynać samodzielnie, bez wsparcia profesjonalnego pełnomocnika procesowego! Musimy zabezpieczyć siebie i dzieci, w procesie. Trudno samodzielnie walczyć przeciwko mistrzowi manipulacji, czarującemu „ojcu roku”, który będzie na sali rozpraw płakał i rwał „z miłości do Ciebie i dzieci” włosy z głowy.

Jedno nasze niewłaściwe procesowe działanie na własną rękę, może nas kosztować dzieci. Nie wolno tego bagatelizować, za nic.

Świat ofiarom przemocy domowej oferuje wsparcie, ale jest ono niedostrzegalne dopóty, dopóki ofiara nie odważy się zajrzeć poza mury twierdzy zbudowanej przez kata…

O.

0 Komentarz

Możesz również polubić

Napisz komentarz